Kredyty - Rekomendacje S i T - Know-How Phinance:

Kryzys na rynku kredytowym w Stanach Zjednoczonych oraz Wielkiej Brytanii nakłonił rządy wielu krajów do stosowania większych obostrzeń w polityce kredytowej. Podobnie miała się sytuacja w Polsce. W czasach, gdy większość kredytów hipotecznych była udzielana w obcej walucie, szczególnie we franku szwajcarskim, instytucje nadzorujące rynek finansowy biły na alarm. Twierdziły, że lepiej jest zawczasu zabezpieczyć obywateli przed możliwymi skutkami ich zadłużania się. Jak najłatwiej do tego doprowadzić? Oczywiście, regulując politykę bankową.

W Polsce instytucja nadzorująca rynek finansowy – Komisja Nadzoru Finansowego – już w 2005 r. przygotowywała odpowiednie zapisy regulujące zasady udzielania kredytów hipotecznych. Miała przy tym na uwadze zwiększającą się popularność kredytów zaciąganych w innej niż polska walucie. Według szacunków Narodowego Banku Polskiego w 2005 r. łącznie udzielono kredytów złotówkowych na kwotę 18 000 000 000 PLN, natomiast w obcej walucie kredyty zostały udzielone na łączną kwotę 32 000 000 000 PLN. Lęk spowodowany niewiedzą kredytobiorców o tym, do czego może prowadzić zadłużanie się w zagranicznej dewizie, spowodował, że jako priorytet KNF obrała sobie ograniczenie udzielania takiego rodzaju pożyczek i kredytów.

Stworzona została Rekomendacja S – dokument, obowiązujący od 1 lipca 2007 r. Główna regulacja, jaka została wprowadzona, to wymóg spełnienia wyższej zdolności kredytowej w przypadku starania się o kredyt walutowy. Zdolność miała być mierzona zawsze dla kredytów w polskiej walucie ze względu na to, że były po prostu droższe. I tak, starając się o kredyt na kwotę 100 000 PLN we franku szwajcarskim, dana osoba musiała posiadać zdolność jak dla kredytu na kwotę 120 000 PLN, ale w krajowej walucie. Dodatkowo nałożono obowiązek na banki, aby na podstawie wpływów na rachunek bankowy klienta systematycznie monitorowały jego zdolność kredytową.

Początkowo pojawiła się obawa, że zapisy bardzo niekorzystnie wpłyną na rynek. Jednak z czasem okazały się mało restrykcyjne. Wymóg spełniania wyższej zdolności kredytowej spowodował, że kredyty walutowe faktycznie były zaciągane przez osoby posiadające bezpieczny bufor finansowy. Ilość udzielonych kredytów wcale się nie zmniejszyła, jak zakładano, a wręcz przeciwnie – sytuacja na rynku uległa pewnej poprawie.

Jednak dla Komisji Nadzoru Finansowego ta koniunktura nie stanowiła wystarczającego zabezpieczenia rynku. Kredyty walutowe, według założeń, dalej były udzielane w zbyt dużej ilości. Pomimo tego, że liczba kredytów zagrożonych spłatą była bardzo niska, przez cały czas trwały konsultacje nad tematem wprowadzenia nowych regulacji rynkowych. Oczywiście analitycy bankowi byli przeciwni kolejnym zapisom ograniczającym zaciąganie kredytów. W pewnym sensie należy się zgodzić z ich opinią.

Kryzys spowodował, że banki same wprowadziły wiele wewnętrznych obostrzeń, które utrudniły dostęp do kredytów i pożyczek przedsiębiorcom. Wiele firm miało przez to problem z płynnością finansową. O ile od dłuższego czasu banki zmniejszały ograniczenia, o tyle tendencje regulatora rynku były przeciwne. W kuluarach można było słyszeć pogłoski o zapisach wprowadzających limity nakładane na banki, co do ilości udzielanych kredytów walutowych. Dodatkowo dyskutowano o kolejnych ograniczeniach nakładanych na kredytobiorców. Rozważano wprowadzenie maksymalnego poziomu zadłużenia, który, jeżeli zostanie przekroczony przez klienta, spowoduje odrzucenie złożonego przezeń jakiegokolwiek nowego wniosku kredytowego. Plotki okazały się poniekąd prawdziwe, gdyż nowe ustalenia wpisane zostały w Rekomendację T.

Nowa rekomendacja zwiększała wymogi, jakie musi spełnić kredytobiorca. Przede wszystkim wprowadzone zostały zapisy określające limity procentowe na udział wszystkich kredytów w budżecie klienta. Otóż maksymalny udział kredytów w budżecie kredytobiorcy nie może przekraczać 65% jego zarobków netto. Jednak sugerowano, aby stosować granicę maksymalnego udziału 50%. To oznacza, że kredytobiorca zarabiający 3500 PLN i mający łącznie kredyty na kwotę 1700 PLN, w praktyce mógłby jeszcze zadłużyć się maksymalnie na kredyt z miesięczną ratą 50 PLN.

Dodatkowo wprowadzony został wymóg wniesienia wkładu własnego – w przypadku kredytobiorcy starającego się o kredyt w obcej walucie. Gdy kredyt brany jest na okres krótszy niż 5 lat, wymagany wkład własny miał wynieść 10%. Natomiast w sytuacji zaciągania kredytu na okres dłuższy niż 5 lat maksymalnie wzrósłby on do 20% całkowitej pożyczki.

Poza tym Komisja Nadzoru Finansowego ponownie zwróciła uwagę analityków bankowych na jeszcze dokładniejsze badanie zdolności kredytowej. W związku z tym wiele banków wprowadziło bardziej restrykcyjne zapisy niż do tej pory. Jednocześnie KNF oczekiwała, aby banki bardziej szczegółowo przedstawiały wszystkie koszty i obciążenia, jakie klient dodatkowo musi ponieść – tak, aby obraz całkowitego kosztu kredytu hipotecznego został dokładnie nakreślony. Komisja Nadzoru Finansowego zanotowała, że wszystkie zapisy Rekomendacji muszą zostać wprowadzone w każdym banku najpóźniej do początku stycznia 2011 r. Nowy rok został więc przywitany nie tylko podwyżkami VAT, ale także zmianami w polityce kredytowej banków.

Trudno jest teraz ocenić całkowity wpływ nowych przepisów na rynek kredytowy. Dla instytucji nadzorujących rynek mają one na celu przede wszystkim wprowadzenie większego bezpieczeństwa. KNF twierdzi, że świadomość finansowa obywateli wciąż nie jest na tyle wysoka, aby bronili się oni przed skutkami swoich nieodpowiedzialnych decyzji ekonomicznych. Stąd wymogi, aby banki szerzej informowały swoich klientów o skutkach zbytniego zapożyczania się w obcej walucie, albo ograniczenia możliwości zadłużania się obywateli poprzez zwiększenie rygoru kredytowego. Ta druga opcja według KNF jest bardziej skutecznym środkiem do osiągnięcia zamierzonego celu, czyli ograniczenia udzielania kredytów w obcej walucie. Nie sposób odmówić pewnych racji Komisji Nadzoru Finansowego, jednak nasuwa się pytanie: skoro istnieje wolny rynek, to czy nie lepiej zawsze pozostawić ostateczną decyzję właśnie jemu, czyli bankom i klientom?

Phinance.